Chorwacja pięć – Suha Punta

Dziś pojechaliśmy na jedną ze słynnych plaż na wyspie Rab – Suha Punta. Blisko – 4 km od naszego mieszkanka. Nieco dalej jest równie słynna Kandarola – ale, żeby tam wejść trzeba by było rozebrać się do naga. Pozostaliśmy więc na Suha Punta, bo Towarzystwo czemuś nie było skłonne… 😉

 Ta plaża jest umiejscowiona na zielonej części wyspy –  na półwyspie Kalifront – kilometr dalej zaczyna się rezerwat przyrody Dundo z unikalnymi karłowatymi dębami. Pod takimi dębami znaleźliśmy sobie dzisiejszą miejscówkę – z widokiem na uroczą lazurową zatoczkę. A czas spędziliśmy na czytaniu , pływaniu i oddawaniu się people watching – bo warunki były sprzyjające. Cudownie było! powietrze było! a jakie kolory!

Jak piękne jest to, że ludzie są tak różnorodni! To różnorodność czyni świat ciekawszym.  Pierwsze , co zaobserwowaliśmy:spokój, wymieszanie ras i narodów i jakaś taka harmonia. Wielu ludzi i nikt nikomu nie przeszkadzał. Jeśli alkohol na plaży, to tylko w barze (tu alkohol piją raczej na wieczornych nasiadówach)- spokój, sympatia, wzajemna życzliwość. Można? można.

Spodobała nam się pewna rodzina „grubasków” – rzucali się w oczy, bo wszyscy mieli długie włosy zaplecione w warkocze (mężczyźni także na brodach) , tatuaże oraz słuszną posturę. Mama i tata w okolicach pięćdziesiątki, syn z synową tak przed trzydziestką. Chyba jacyś motocykliści? Na widok tej ekipy bawiącej się w wodzie gumową piłeczką i pływającej na dwóch niewielkich materacykach gęba sama się śmiała. Patrzyłem na młodzież i ich radość życia, na starsze pary z widocznym poczuciem spełnienia. Ciekawym było obserwowanie różnych narodowości – żywiołowych Włochów, spokojnych Anglików, stonowanych Niemców, wesołych Czechów – byli jeszcze Szwajcarzy, Słoweńcy, Słowacy, Bośniacy, Serbowie, dużo Rosjan i Austriaków, trochę Węgrów, . Z Polaków byliśmy tylko my – więc siebie nie obserwowaliśmy 🙂

I co tu dużo pisać? siedzieliśmy w swoim w swoim grajdołku i było nam bardzo dobrze, w regularnych odstępach czasu zażywaliśmy kąpieli. Było tak pięknie, że aż się nie chciało wracać… W rankingu plaż z tegorocznego wyjazdu Suhą Puntę umirszczamy na drugiej pozycji (zaraz po Zavratnicy). To był nasz ostatni dzień – jutro wracamy… z małym niedosytem, ale podobno tak trzeba.

Do Chorwacji wrócimy – chyba nawet za rok. Dlaczego? Ano dlatego, że tu jest pięknie , spokojnie, względnie blisko i tutejsze klimaty bardzo nam pasują. Można znaleźć spokój,  swoją przestrzeń i naprawdę wypocząć.   I z każdym pobytem coraz lepiej się tu czujemy.

Ostatni odcinek nadam już z Polski – pojutrze, bo jutro pakowanie i wracanie. 🙂

Reklamy

patrząc na gębę

człowieczą można wyczytać z niej bardzo wiele. Im człowiek starszy, tym bardziej wyrazisty. Czasami wystarczy jedno spojrzenie i już człowiek ma jakąś intuicję, domyśla się z kim ma do czynienia. Lubię patrzeć na twarze, „zgadywać” kto jakim jest człowiekiem . Kiedy jest okazja skonfrontować te zgadywanki z rzeczywistością, bardzo często się sprawdza. Trudno to opisać, bo poruszamy się w sferze wrażeń ogólnych, na które składa się wiele czynników, ale „państwo wiedzą o co chodzi” – jak powiedziałby wróżbita Maciej 😉

Gdy kogoś słucham patrzę przede wszystkim na twarz. I ważna jest dla mnie spójność – zwłaszcza wtedy, gdy przyjmuję jakieś treści od kogoś, kto chce mnie czegoś nauczyć. Dopiero gdy tę spójność widzę  – idę za tym co mówi. Nie sposób przyjmować treści o radości od smutasa – itd itp. Państwo wiedzą, o co chodzi. 

Dlaczego o tym piszę? – ponieważ urzekła mnie jedna twarz i pomyślałem , że tego człowieka warto posłuchać. Potem słuchałem raz i drugi, i trzeci. I to słuchanie było mi potrzebne, bo czemuś jestem ostatnio jakiś taki „rozedrgany”

Poznajcie brata Davida Steindl-Rast’a, mnicha benedyktyńskiego, który wystąpił na konferencji TED mówiąc o szczęściu. Zatrzymałem się, wysłuchałem i już lecę przekazywać dalej – może komuś też się przyda? Ten człowiek emanuje spokojem, pogodą ducha, radością wewnętrzną. I to się jakoś udziela słuchającym. Jest w nim spójność : widać że wie o czym mówi. Takich słucham, takich szukam. Polecam – warto. 14 minut. W ustawieniach settings w prawym dolnym rogu należy sobie włączyć polskie napisy.

(hej! – bez obaw, to nie jest kazanie)

ostatnio

organizatory biegu wpadli na wspaniały pomysł, by tzw. expo (stoiska handlowe) ustawić gdzieś dwieście metrów od punktu obsługi biegaczy, w dodatku nie informując ewentualnych zainteresowanych o tym fakcie. Abstrahując od późniejszych protestów- przyznać trzeba, że przez dwa dni nudziliśmy się jak bąki. Kolezanki i koledzy klepali coś w smartfanach i komputerach, a ja sobie poczytałem Stasiuka w tak zwanym „międzyczasie”. A konkretnie: rozmowy ze Stasiukiem pod intrygującym tytułem: : „Życie to jednak strata jest”. Ano jest! Jaka to jednak piękna strata! A do Wrocka to już chyba na bieg nie przyjadę – to była jego ostatnia szansa, której nie wykorzystał.

Rację ma pan Krzysiu Varga pisząc, że Stasiuk ma jakieś trzecie oko, które pozwala mu widzieć szerzej – i to co na zewnątrz, i to co w środku człowieka. People watching  w Stasiukowym wydaniu to majstersztyk  i ogromnie lubię czytać – czy to w książkach czy w felietonach, co tam autor nowego w ludziach wypatrzył. To jeden z autorów, którzy wywłuja moje wewnętrzne „tak!”. To oczywiście złuda, gdy się kogoś czyta  i wydaje się, że on ubrał nasze myśli w swoje słowa. Jest raczej odwrotnie – jego myśli przyjmujemy do siebie – i uznajemy jako swoje. Nazywam to „wewnętrznym tak„. I owo „tak” pojawia się często, gdy czytam Stasiukowe wynurzenia.

o, choćby te :

„Co jest w życiu ważne? szczegóły. detale. Prostota: uczuć, krajobrazu, czynności. Spokój. No i żeby  z niskim poziomem żalu odchodzić. Wiadomo,że zawsze będziemy odchodzić niepogodzeni, ale chciałbym móc powiedzieć: „No okejos, Panie Boże, w miarę było. Chodźmy”

albo te:

„A co ważniejsze rozum czy intuicja? Intuicja. Jest ważniejsza niż racjonalizm, namysł, rozsądek. (…) jest dla mnie ważniejsza w pisaniu i w życiu. Nie zacznę działać racjonalnie w jakimś kartezjańskim rozumieniu. Mam niedowład lewej półkuli, związanej z racjonalnym myśleniem. Gubię się po prostu, jestem bezradny. Również w tym względzie nasze małżeństwo jest dość udane”

oj, wiele takich smaczków, ale nie będę tutaj książki przepisywał.  Może parę cytatów zostawię na potem . Wracając do niedowładu lewej półkuli – mam to samo. Mógłbym dosarczyć na to wiele dowodów. Ot choćby ostatni (daty… rocznice… imieniny, urodziny – to moja pięta Ahillesowa i choć próbuję moją lewą półkulę w tym zakresie jakoś ćwiczyć -jak na razie cięzko idzie) : w niedzielę poszliśmy na imieniny – na proszony obiad. Kupiłem dziadkowi fajny dwuczęściowy prezent ( a trafić z prezentem dla Dziadka, to naprawdę wyczyn!). Prezent się nawet spodobał, z tym, że imieniny obchodziła babcia. 🙂

Czy wybrnęliśmy? No tak, poza tym wszyscy będą mieli o wspominać. Wiele przykładów niedorozwoju lewej półkuli mozna znaleźc na blogu. Na przykład tu . Ale cóż? te typy tak mają. Mam nadzieję, że równie dużo, a moze i więcej jest tu przykładów rozwoju półkuli prawej.  Niech żyje prawa półkula! A , żeby było w Stasiukowych klimatach, notkę niech z ilustruje prosty krajobraz – fotografia zrobiona podczas jakiegoś biegania ostatnio (bardziej wolę po polach i lasach niż w mieście):

a poza tym wszystko w porządku… z kroniki rodzinnej:

  • Zuzia z Maćkiem właśnie zaczynają wakacje, a Zuźka skończyła podstawówkę ze średnią 5,27. Dostaliśmy list gratulacyjny w związku z czym musieliśmy odsiedzieć bite dwie godziny na szkolnej uroczytości. A teraz dziewuszka idzie do gimnazjum… Będzie się działo.
  • Jacula się wynosi z domu – już za tydzień. Na zawsze. O tym jeszcze będzie notka. Życzymy mu Szczęść Boże i z jednej strony się cieszymy, że ptaszek wyfruwa z gniazda, z drugiej – trochę nam smutno. Zostaniemy z dwójką dzieci!
  • Kuba będzie odbywał praktyki w Straży Pożarnej. Wow! patrzymy na to z ogromnym zaciekawieniem
  • Misiek zdał prawo jazdy i pomyka już po mieście swoim mercedesem z drewnianą kierownicą. „Pomyka” to może zbyt duże słowo, w każdym razie się przemieszcza. Dobrze idzie.
  • Dziadostwo zbliża się wielkimi krokami – to już, już – dowodem na to niech będzie śliczna fotka ślicznej Oli zrobiona podczas rzeczonej imprezy imieninowej:

tyle na dziś… kończę bo bladym świtem do Susza na Mazury, gdzie spędzę cały weekend ciężko pracując. Jacula ma tam start -więc trzymajmy kciuki tudzież odmawajmy zdrowaśki. 🙂