święta były spokojne , zdrowe i w miarę wesołe… czyli można powiedzieć , że życzenia się spełniły….
najbardziej zapadnie nam w pamięć spotkanie z braćmi żony i ich rodzinami pod Wrocławiem … z dwóch względów: po pierwsze – niczym nie skrępowane kolędowanie, które trwało i trwało, i nikt nie chciał , żeby się skończyło, a towarzystwo wymyślało kolędy coraz mniej znane i coraz bardziej skomplikowane… wszyscy śpiewali ile sił w płucach Bozia dała – było w tym śpiewaniu coś bardzo szczególnego – co trudno opisać słowami…. po drugie: zaskoczeniem było to, że nam tak dobrze razem – i dzieciakom i dorosłym… zwłaszcza, że widzimy się rzadko. Wracaliśmy ze zdartymi głosami , ja z bolącymi od gitary paluchami ale jacyś tacy spełnieni… jeśli istnieje coś takiego jak ‚radość spotkania’ to chyba jej właśnie doświadczyliśmy… (wiem, wiem – niektórzy nie lubią tego pojęcia: ‚doświadczyć’ , ale tu akurat nic innego nie przychodzi mi w tym momencie do głowy)
* * *
teraz czas rozjazdów: Misiek pojechał na wschód -do dziewczyny do Łodzi, Kuba pojechał na zachód – do dziewczyny do Zielonej Góry , a Jacuś pojechał na południe – do dziewczyny do Tychów… Maćkowi będzie wypadało znaleźć sobie kiedyś dziewczynę gdzieś na północy, żeby się ładnie wszystko układało… 😉 a Zuzi będziemy pilnować na miejscu…
* * *
cytat na dziś – z Norwegian Wood Murakamiego:
„- Jedni potrafią się otworzyć, inni nie. Ty potrafisz. A ściśle mówiąc, potrafisz, jeśli zechcesz.
– A co się dzieje, kiedy człowiek się otworzy?
Reiko z rozbawieniem, nie wyjmując papierosa z ust splotła dłonie na stoliku.
– Poprawia mu się – powiedziała. Popiół z papierosa spadł na stół, ale nie zwróciła na to uwagi.”
* * *
poniżej mój ulubiony tegoroczny prezent 😉 :

;))) z roooogami…
PolubieniePolubienie