wtorek 31 grudnia

a tak sobie siedzimy we dwoje z Żoncią. Szampana otworzyliśmy już o dwudziestej, bo wspólnie stwierdziliśmy, że czekanie do północy jest bez sesnsu, bo potem i tak się nie dopija, tylko idzie spać. Sączymy sobie więc pomalutku – to obejrzymy serial, to posłuchamy muzyczki, to coś poczytamy. Sasuńka śpi w nogach i wystrzały na nią nie działają. Jest dobrze.

Na Nowy Rok światu życzę zmiłowania ze strony ludzkości, ludzkości – opamiętania, Polsce nowego prezydenta a Wam Wszystkim zdrowia i szczęścia!   🙂

z czułością

dudi

 

środa, 27 listopad

Listopad upłynął pod znakiem chorowania. Ma się już jednak ku dobremu, choć z tym , co na mnie napadło podobno już trzeba żyć. Zaczęło się newinnie – byłem w pracy,  na czterodniowym wyjeździe z Reksiem (były policjant – stąd ksywa)  i w nocy zaczął mnie boleć paluch u nogi. Ból mocny, rwący. Pomyślałem więc, że jest zwichnięty lub złamany. W kolejnych dniach ból się nasilał, a ja jechałem na ketonalu. Po powrocie od razu poleciałem na SOR, bo ból był już nie do zniesienia i praktycznie nie mogłem już chodzić. Prześwietlili mnie, spojrzeli – i orzekli , że to atak dny moczanowej czyli nasza staropolska podagra…  No i cóż – leżę z tą podagrą, dwa tygodnie minęło, a ona jeszcze trzyma, choć atak ma się już ku końcowi. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że choroba zostaje ze mną i nie mogę jeść żadnych czerwonych mięs, a w szczególności wędlin i parówek, drób jeśli już to po długim gotowaniu, ryb też w większości nie, ani konserw ni podrobów, ni owoców morza, piwa w żadnym wypadku ani nic mocniejszego, wino jeśli już to czerwone wytrawne i malutko, ani roślin strączkowych, żółtych serów, herbaty, wywarów mięsnych, rosołów,  galaret, kakao, czekolady….   Jak żyć??? – zwłaszcza, że człowiek robi przy grillu i hotdogach…. 😦

Przyzwyczajam się do nowej sytuacji i zmieniam nawyki. Stare życie odkreślam grubą kreską (ech, która to już kreska…) i zaczynam nowe, bez wszystkiego, co powyżej. Na razie się rozglądam w niespodziewanie nowej rzeczywistosci.


cytat na dziś, w : Olga Tokarczuk, Księgi Jakubowe s.866

„Aszer Rubin uważa, że większość ludzi jest głupia, że to głupota ludzka sprowadza na świat smutek. Nie jest to ani grzech, ani cecha, z którą człowiek się rodzi, ale zły pogląd na świat, błędna ocena tego, co widzą oczy. W rezultacie ludzie spostrzegają wszystko osobno, każdą rzecz w oderwaniu od pozostałych. Prawdziwa mądrość, to sztuka łaczenia wszystkiego ze wszystkim, wtedy wyłania się właściwy kształt rzeczy.”

czwartek 10 października

Napiszę szczerze: siedzę i płaczę ze wzruszenia. Ogromnie się cieszę z tego Nobla dla Olgi Tokarczuk. Jej myślenie, jej patrzenie na świat, jej wrażliwość są mi bardzo bardzo bliskie. Kawał swojego dzieciństwa spędziłem w Nowej Rudzie, więc klimaty niektórych jej książek tym bardziej czuję i rozumiem.  Cieszy mnie to wskazanie Komitetu Noblowskiego na panią Olgę jako światełko dla współczesnego śwata. I dla współczesnej Polski – dodajmy.

Dziś tak krótko, bo za chwilę wyjeżdżam na Podlasie. Do torby wrzucam Księgi Jakubowe, które otrzymałem kiedyś od Watry, a których jeszcze nie zdążyłem przeczytać. Teraz jednak wszystko inne odkładam na bok.

Zanim jednak , sięgnę do kajecika po jakieś cytaty na dziś – oczywiście Olga Tokarczuk, która w 2016 roku w okolicznościowej Gazecie Pisarzy tak pisała o literaturze:

Jedną z najlepszych dróg współodczuwania jest literatura. To wyrafinowana, niezwykle subtelna forma komunikacji międzyludzkiej, według mnie – najdoskonalsza. Cudowny wynalazek człowieka pozwalający mu przynajmniej  na chwilę przestać być sobą i wyprawić się w wielką podróż na inny kontynent, do „ja” innego człowieka. Spojrzeć na świat jego oczami, rozgościć się w cudzum świecie i na czas czytania stać się błędnym rycerzem z wadą wzroku, nadwrażliwym księciem rozmyślającym nad zagadką śmierci, znudzoną żoną prowincjonalnego doktora czy zakochanym kupcem krążącym po brudnym Powiślu. Można dyskutować w czasie uczty o rodzajach miłości i dziwić się okrucieństwu kwietnia.

Dzięki literaturze potrafimy stworzyć wielką wspólnotę opowieści, w których każdy będzie mógł rozpoznać siebie w innym człowieku. Bez względu na język i kulturę, religię i narodowość. Dlatego w literaturze jest dla nas nadzieja – ci, którzy w niej uczestniczą, istnieją niejako po wielekroć, widzą więcej i szerzej. Lepiej rozumieją, że nie da się zmieścić świata w jednej formułce ani postawić mu jednej tylko diagnozy, podobnie jak nie można mu przepisać jednego uniwersalnego leku. Składa się nań bowiem mnogość punktów widzenia, które należy cierpliwie uzgadniać.

(…) Literatura ma tylko nieustannie przypominać, że ludzie są sobie bliżsi i bardziej do siebie podobni, niż chcą to przyznać niektórzy piewcy lęku.

foto Onet