słowociąg listopadowy

mam tylko dziesięć minut bo zaraz wyjeżdżam do Suwałk dalej już nie mogli mnie posłać samej jazdy w te i we wte jest osiemnaście godzin nie licząc samej roboty a jak tylko wrócę przesiadam się w inny samochód i pomykam w niedzielę na Mazury tak sobie myślę że dwa lata jeszcze i będę się rozglądał za czymś spokojniejszym znaczy bardziej statycznym póki co dzisiaj tu jutro tam nie żeby mi się nie podobało ale jestem z lekka przegrzany dodatkowo jakiś taki ból egzystencjalny mnie dopadł ostatnio Polska mnie boli i boli mnie świat jak się tak rozglądam po kraju i patrzę tym wszystkim ludziom w oczy to wesoło mi nie jest a trzeba powiedzieć że średnio zaglądam w ponad dwa tysiące ócz tygodniowo szukam w tych oczach jakiegoś błysku jakiejś radości tudzież inteligencji czy wewnętrznego piękna i czemuś jest trudno ale może źle patrzę nie narzekaj dudi mówię sobie głowa do góry ale jak tylko człek tą głowę podniesie to go jakieś smutne wieści dopadają stąd czy stamtąd obejrzałem parę dni temu film o umieraniu raf koralowych w związku z ociepleniem klimatu i wciąż mi te rafy siedzą w głowie ledwo doszedłem do siebie obejrzałem drugi o wycince puszczy amazońskiej  która postępować będzie bo właśnie w Brazylii wygrał prawicowy prezydent który sprawę będzie ułatwiał psuje nam się świat i jeśli nic nie zrobimy rzeczywiście będzie tragedia w zasadzie już jest może za te dwa lata zostanę ekologiem będę się wspinał na kominy i wołał do świata żeby się opamiętał i pewnie zważając na te oczy w które zaglądałem będzie to raczej wołanie na puszczy no to sobie pomarudziłem listopadowo do następnego

Reklamy

dostrzeżenia (41)

kiedy mogę – uciekam w takie miejsca – dalekie, dzikie, nieodwiedzane przez nikogo. Te łabędzie mają tu jak u Pana Boga za piecem, mieszkające nieopodal bobry rownież

cytat na dziś – William Wordsworth w : Wiersze napisane w górach w odległości kilku mil od opactwa Tintern:

Natura (…) potrafi tak ukształtować

Duszę, nasycić ją ciszą i pięknem

I tak ją karmić pięknym rozmyślaniem,

Że złe języki, lekkomyślne sądy,

Śmiech samolubów, pochwały obłudne

Cały obmierzły gwar codzienny nigdy

Nie zapanuje nad nami, nie zniszczy

Pogodnej wiary, że wokół świat cały

Błogosławieństwa jest pełen

Łysica niespodziana

Siedzę w Kielcach z Katarkiem. Katarek to taki kolega z pracy, a u nas każdy ma ksywę, za wyjątkiem Kolegi Kierownika, o którym mówimy po nazwisku. Na mnie mówią Mario. Może być. Katarek zasłynął tym, że w pierwszy dzień swojej pracy ( a było to na jednym z festiwali) wciągnął coś nosem i dostało biedactwo ostrego katarku . I tak już zostało.

Siedząc w Kielcach na tak zwanym postoju pomyślałem, że może by się wybrać w Góry Świętokrzyskie? Zapakowałem Katarka do busa i ruszyliśmy zdobywać Najwyższy Szczyt (611,8 m n.pm.) Udało nam się to zrobić w niecałą godzinę i byliśmy z siebie bardzo zadowoleni, że wolnego czasu nie przebimbaliśmy w hotelu. Zwłaszcza , że pogoda dziś zjawiskowa i październik taki złoty…

Katarek połknął turystycznego bakcyla – a przyznał, że ostatni raz był w górach w podstawówce, więc idąc za ciosem zwiedziliśmy jeszcze rynek w Kielcach i wzgórze Karczówka.

Swoją drogą – fajne te postoje. Odpoczywasz sobie, zwiedzasz a jeszcze ci za to płacą. Obaj dziś stwierdziliśmy, że w zasadzie to moglibyśmy mieć same postoje, a niechby nawet za tę połowę stawki… 😉

Poniżej kilka fotek ze zdobycia Łysicy:

cytat na dziś – Ania z Zielonego Wzgórza:

Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!