Ni

w styczniu tak jakoś dziwnie… ni to zima, ni wiosna… ni radości, ni kłopotów… ni jasno ni ciemno… niby jakieś postanowienia, ale takie nijakie.. w polityce ni stąd ni zowąd nowe rozdania, rekonstrukcje – każdy nowy to jednak ni pies ni wydra… i tak do końca nic nie wiadomo… dobrze jednak, że Antoni już ni i Szyszko już ni… choć co będzie dalej ni wiadomo . Mniejsza z tym.

Północ. Ni to wczoraj, ni dzisiaj. Patrzę w okno. Pada –  ni to śnieg, ni deszcz. Jeżeli chodzi o pogodę, to nijaka. Zaczynają się ferie zimowe, jedziemy na parę dni do Krakowa, do Jaculi i Krakowiankijednej. Z Żoncią, Zuzią i Sasetką. Odpoczniemy. Ni w kij, ni w oko wypoczynek w smogu, ale niech będzie. Pewnie tam będą jakieś żywopłoty? Będzie fajnie.

Niniejszym wstąpiłem do grona Rycerzy Którzy Mówią Ni.

🙂

 

Reklamy

Noworocznie

No i mamy nowy rok. Jeśli wierzyć powiedzeniu „jaki Sylwester taki cały rok” to nie wiem co o tym myśleć… będę łaził po lesie, a jak już wrócę, to do garów, po czym bedę siedział do późnej nocy i czytał książki,  podczas gdy Żoncia będzie smacznie spała…  No, zobaczymy – niech się dzieje wola nieba.

Żoncia w Sylwestra sobie zażyczyła otworzenia szampana już po dwudziestej drugiej, a o dwudziestej trzeciej spała już snem kamiennym, w czym wtórowała jej Sasunia. Sylwestra spędziłem więc w samotności – jeśli nie liczyć Cipci i Pupci, ale cóż to za towarzystwo? – gdy dostały marchewkę zapomniały o bożym świecie. (to nasze świnki morskie- jeśli ktoś nie wie). Przygotowaną na okazję sylwestrowej zabawy sałatkę o wdzięcznej nazwie „meksykański król imprezy” tudzież rogaliki krucho drożdżowe z masą serowo-kajmakową zjedliśmy na śniadanie.

Z Budapesztu wróciłem o drugiej w nocy – tak, że zdążyłem się jeszcze wyspać, żeby świętować Nowy Rok. Byłbym wcześniej ale po drodze w Czechach i na Słowacji śnieżyce i wichury. Tym razem nie udało się nic pozwiedzać. Kamienice z czasów Cesarza Wilhelma, piękne mosty, wzgórza, hipsterskie dzielnice i ruin-bary muszą poczekać. Była tylko ciężka praca i odpoczynek w hotelach. Wieczorem już się nie chciało. Do Budapesztu bardzo chciałbym wrócić – i wrócę !- juz zupełnie turystycznie – bo to jest piękne miasto! Ludzie też sympatyczni – przynajmniej w stolicy nie patrzą na obcych jak na wrogów. Poza tym – nas Polaków bardzo lubią – i często tę sympatię wyrażają – o tym już kiedyś pisałem.

A co to są ruin-bary – zapytacie? To takie hipsterskie knajpy właściwe chyba tylko temu miastu – ulokowane w opuszczonych, często niszczejących  kamienicach – najczęściej w dzielnicy 8, która niegdyś była podbno niebezpieczna.. Sceneria niszczejących kamienic i oryginalny wystrój dodają knajpom uroku i niezwykłości. Do tego dochodzi tak zwane „towarzystwo”. Swoją drogą dziwne, że w naszym  kraju nikt na to nie wpadł! – wszak jeszcze dwa lata temu Polska była w ruinie . Dziś już nieee! – jeśli wierzyć przekazom państwowych mediów – więc na polskie ruin-bary może być jakby za późno… Wracając do barów węgierskich – kilka fotek z internetu. Takie klimaty bardzo lubię:

Z budapesztańskich ciekawostek: w węgierskim Tesco, w głównej alejce w promocji był zestaw do pędzenia bimbru, który można bylo sobie zupełnie legalnie kupić. Wyglądał okazale i nawet przez myśl mi przeszło, że może by z tej promocji skorzystać? – można by mieć swoją palinkę , rakiję czy inne takie specyfiki. Nawet znam takiego jednego, który by powiedział co i jak 😉 Jednak wyobraziłem sobie reakcję Żonci na mnie wchodzącego z takim ustrojstwem do domu – zwłaszcza, że musiałbym wydać na to wszystkie zarobione na Węgrzech pieniądze i mi przeszło. Ostatecznie i definitywnie. No ale popatrzeć można:

Przywiozłem za to smalec z mangalicy (taka węgierska świnka), Egri bikaver (wino czerwone)  , trochę serków w czekoladzie (co to je Węgrzy jedzą na potęgę) i paprykę we wszystkich możliwych postaciach. I zamykam temat węgierski – na pewno na Węgry wrócę. Tymczasem chodzą słuchy, że szykuje nam się jakaś Estonia. I ja się z tych słuchów bardzo cieszę.

W Nowym Roku życzę Wam, moi drodzy, wszelkich spełnień! Niech będzie dobrze. Don’t worry, be happy!

i po świętach

fajnie było ! 🙂 ale w sumie dobrze, że już po

tymczasem wybywam do Budapesztu robić hotdogi bratankom Węgrom, wracam w samego Sylwestra

pozdrawiam wszystkich poświątecznie, do zobaczenia ! 🙂

a taka układanka z prezentów niech będzie dzisiejszą ilustracją: