poniedziałek 31 sierpnia

Koniec wakacji. Spędziliśmy je „tradycyjnie” w Beskidzie Śląskim dzięki życzliwości przyjaciół. To był dobry czas. Nie będę się rozpisywał bo zmęczony jestam po podróży, a rano ruszam w kolejną – już roboczą. Zostawię tylko kilka fotek i cytat na dziś podsunięty przez Jaculę, który bardzo na ten „koniec wakacji” pasuje:

Wakacje to stan umysłu 😉

poniedziałek 20 lipca

Z okazji tego, że esej „Czuły narrator” Olgi Tokarczuk – czyli jej świetny wykład noblowski – otrzymał właśnie nagrodę Emerging Europe Awards i tytuł najważniejszego europejskiego osiągnięcia literackiego – właśnie za ideę czułego narratora – przeczytałem sobie ten tekst jeszcze raz – bo warto. Niemniej w Polsce dzisiaj czułym narratorem być chyba niepodobna. Narratorem owszem, ale jakimś innym. Nie czułym (co nie znaczy nieczułym). Może bardziej zdziwionym, zaszokowanym, wkurzonym, zirytowanym, wściekłym .

Pisze Pani Olga o tym, że świat jest stworzony ze słów, tkaniną, którą przędziemy codziennie – i że ten kto ma i snuje opowieść – rządzi. I że o tym wiedzą i politycy, i tyrani. Pisze też, że każdy może brać udział w tym procesie snucia opowieści. Czyli – można powiedzieć świat staje się taki, w jaki sposób o nim mówimy: „odpowiedzialnie i nieodpowiedzialnie, z miłością i nienawiścią, ku dobru i ku złu, dla życia i dla śmierci. Kiedy zmienia się ta opowieść – zmienia się świat.”

Mieliśmy ostatnio konfrontację dwu opowieści o Polsce. Miałem nadzieje że zacznie się zmieniać ta ponura opowieść, która snuje się w Polsce już kilka dobrych lat. Wygrała jednak ta, ktora nie nastraja do bycia czułym. Nienawistna opowieść o budowaniu murów , wykluczająca, zbudowana na kłamstwie i manipulacji, bazująca na ludzkiej niewiedzy i naiwności, na łatwej wierze i niechęci do „obcego”, „innego”, a takim staje się każdy, kto patrzy na świat inaczej. Opowieść w jakimś sensie „kupiona”, zbudowana na nienawiści i łatwych strachach. Na szukaniu wroga (wszak dzisiaj wrogów mamy niemal wszędzie, a przyjaciół ni hu hu).

Czy można dzisiaj, tutaj – snuć opowieść czułego narratora? Jak taka opowieść miałaby wyglądać? Czy ma być opowieścią „pod prąd” , czy jakoś obok? – i wreszcie : czy może być ona w jakimś sensie wspólna ??? Na dziś wydaje się, że jest to niemożliwe, ale – choć pewnie to nie wyjdzie od razu – próbować trzeba, bo „coś jest ze światem nie tak” – a z Polską w szczególności. Pisze Pani Olga: „nie mamy jeszcze gotowych narracji nie tylko na przyszłość, ale nawet na konkretne „teraz”(…)Brakuje nam języka, brakuje punktów widzenia, metafor, mitów i nowych baśni. Jesteśmy za to świadkami, jak te nieprzystające, zardzewiałe i anachroniczne stare narracje próbuje się wprzęgnąć do wizji przyszłości, może wychodząc z założenia, że lepsze stare coś niż nowe nic, albo próbując w ten sposób poradzić sobie z ograniczeniem własnych horyzontów.” – jakie to jest bardzo aktualne tu i teraz.

Jedna z moich starych znajomych umieścila na fb powyborczą refleksję psychologa, szkoleniowca Mateusza Grzesiaka, która dała mi do myślenia – wklejam , bo to jest być może jakaś intuicja do bycia czułym narratorem? Takim , który widzi szerzej i potrafi wznieść się ponad perspektywę każdej z postaci? Kto wie? „Czułość jest bowiem sztuką uosabiania, współodczuwania, a więc nieustannego odnajdowania podobieństw” czytamy w eseju . Może właśnie próba zrozumienia innego jest kluczem do snucia jakiejś nowej opowieści? Albo to tylko zestaw pięknych myśli , które można by z grzybkami podać – jakby powiedział Gombrowicz. Oceńcie sami i przemyślcie, ale jakkolwiek by nie było snujcie swoją opowieść i niech ona będzie dobra i ciekawa:

„To nie żadne „wsioki”, ale mieszkańcy wsi – kwestia preferencji albo braku innych możliwości. Ludzie mieszkają w różnych miejscach i jeden woli naturę za drzwiami, a drugi miejski żywioł. Pochodzenie nie stanowi o jakości człowieka.

Nie „skurwysyny z warszafki”, ale mieszkańcy stolicy – w większości przyjezdni, którzy zdecydowali się tu mieszkać. Może szukali tu szczęścia, może przybyli za ukochanym albo się uczyć. Miejsce zamieszkania nie definiuje dobroci duszy.

Nie „bezmózgowcy”, ale ludzie z niższym wykształceniem. Może nie było im potrzebne, nie mieli wzorców w rodzinie, nie nie chcieli albo nie było ich na to stać. Tytuły są nadane, ale decyzja o byciu życzliwym nie zależy od bycia profesorem.

Nie „zdrajcy narodu”, co „Boga w sercu nie mają”, ale otwarci na inność i ciekawi świata ludzie, co podróżują i wybierają system wierzeń w oparciu o swój światopogląd. Oscypek nie jest lepszy ani gorszy od mozarelli, a Bóg kocha wszystkich tak samo.

Nie „katotalibowie”, ale religijni ludzie, którzy przestrzegają określonego kodu moralnego i zasad, uważając go za właściwy. Spędzają niedziele, przeprowadzają rozmowy, wychowują dzieci mając do tego takie samo prawo, jak pozostali.

Nie „tęczowa zaraza” ani „pedały”, ale ludzi o określonej orientacji seksualnej, którzy wybierają z kim sypiają, jak się ubierają i jak myślą. Miłość i bliskość nie zna płci ani nie dyskryminuje, wychodząc ponad granice.”

ilustracją do tekstu niech będzie tytuł felietonu Pilcha, którego czytanie wypadło akurat w dniu wyborów:

a zaśpiewa nam dzisiaj Muniek:

PS. Co do Szymona Hołowni zmieniłem nieco pogląd- edytowałem więc notkę z 26 czerwca – tam mój komentarz we wstępie

piątek 10 lipca

A Konstytucję kto czytał – tak od deski do deski? Przyznać się? Ja też nie. Tylko doraźnie, w zależności od stytuacji. Ale nadrabiam straty – teraz jest na to dobry czas. To nie jest zwykły dokument. To tekst, który mówi o tym kim jesteśmy i jakie mamy prawa i powinności wobec wspólnego dobra: Polski. Tekst , z którego każdy Polak powinien być dumny.

Pamiętam czasy, gdy się tworzyła i tę genialną preambułę autorstwa prof. Stefana Wilkanowicza. Niektórzy (prof. Andrzej Zoll) twierdzą, że jest to jeden z najmądrzejszych tekstów napisanych w języku polskim. Choćby nad samą preambułą warto się więc pochylić w ten weekend.

Każdy polski prezydent powinien stać na straży Konstytucji. Obecny – nie dość, że jej nie bronił, to złamał ją nie mniej niż siedem razy i choćby z tego względu jest w moim mniemaniu najgorszym polskim prezydentem. Najgorszym jest też z innych względów, poprzestańmy jednak na tym. Był jedynym polskim prezydentem , który złamał Konstytucję. Wierzę, że dożyję czasów, kiedy stanie przed Trybunałem Stanu razem ze swoimi partyjnymi kolegami .

Tymczasem czas wyboru. Nie wiem czy nie najważniejszy w czasach III RP. Zanim jednak – czytajcie! – naprawdę warto! A potem głosujcie.

Głosujemy na Trzaska. I zupełnie nie jest to „mniejsze zło”, jak czasem bywało na wyborach. Głosujemy , bo jesteśmy do Trzaska przekonani . Na tyle, że pojechaliśmy na wiec poparcia w Lesznie, biorąc do samochodu Zuzię z jej przyjaciółkami. Były emocje, dobre emocje. Oby te dobre emocje miały dalszy ciąg.

Głosujcie, bo szkoda Polski.