– to był równy gość. Słuchałem go od zawsze. Najwięcej w czasach hipisowskich- te jego wczesne mocniejsze brzmienia -a zwłaszcza te kultowe Woodstockowe With A Little Help Of My Friends:
ale już wtedy śpiewał świetne ballady:
późniejsze popowe ballady zachwycały i dały mu popularność, a zwłaszcza ta, najbardziej znana:
bo on pięknie śpiewał o miłości:
ale najbardziej lubię chyba tą:
i można by jeszcze tutaj dużo…
żegnaj Joe, dobrze, że byłeś
– usiądź teraz sobie u Pana Boga na schodkach i smęć dalej balladki tym swoim pięknym chrypiącym głosem…

Ech, teraz przy każdym grzmocie będę się zastanawiał, czy to Joe za twoją radą nie powrócił do ostrego rocka!
PolubieniePolubienie