Uff – ostatni weekend był tyleż pracowity, co ekscytujący. Spędziłem go w pracy – w Sierakowie, gdzie odbywały się ważne zawody triathlonowe. W niedzielę walczył Jacula – wspólnie z trenerem postanowili, że zadebiutuje na dystansie 1/2 Ironman w kategorii PRO (po ludzku rzecz ujmując: najlepsi z najlepszych – tu już nie liczą się kategorie wiekowe). I od razu na Mistrzostwach Polski.
Posunięcie dość ryzykowne – moim zdaniem – ponieważ Jacula dopiero co przestał być juniorem i dopiero c zaczął startować na „olimpijkach”, a tu wszystkiego dwa razy więcej…. Na tym dystasie startują zawodnicy starsi i doświadczeni. Dwudziestolatek? w kategorii PRO? – rzadko się zdarza. Start był na zasadzie „zobaczymy co się będzie działo i jak pójdzie”.
Teraz trochę teorii. W triathlonie są różne dystanse – juniorzy startują raczej krótkie dystanse : supersprint (0,6 km pływania, 15 km rower i 3 km biegu) oraz sprint (odpowiednio: 0,75 km; 15 km i 5 km). Młodzieżowcy do sprintów dodają popularny dystans olimpijski (1,5 km pływania, 20 km rower i 10 km bieg) lub tak zwana „ćwiartkę” = 1/4 koronnego dystansu Ironman. Ironman to 3,8 km pływania / 180 km jazdy rowerem / 42 km biegu (czyli biegowy maraton na koniec) pół z tego to tak zwana połówka (zwana czasem dystansem średnim) 1,9 km pływania / 90 km jazdy rowerem / 21,1 km biegu – i tu właśnie wystartował Jacula 🙂
Żeby mieć jakiś obraz sytuacji: przepłyń 76 basenów, potem wsiądź na rower i przejedź 90 km, na końcu przebiegnij półmaraton (21,1 km) – wtedy ukończysz „połówkę” 😀
relację robię w formie fotoreportażu:
* * *
Przyjechaliśmy do Sierakowa w piątek- rozłożyłem swoje stoisko – okoliczności przyrody piękne, pogoda dopisuje – nastroje świetne. Obok stoisko kolegi z pieskiem, który się do nas przykolegował (bo my lubimy pieski). Piesek był z gatunku : „ja wszystkich kocham i wszyscy mnie kochają” i ogłośmy go nieoficjalną maskotką tych zawodów:


to była też pociecha i rozrywka – bo siedzenie na stoisku od wczesnego ranka do 21-ej jest -że tak powiem – nużące. Z zazdrością myślałem o znajomych blogerach, którzy oddają się gdzieś tam w drugim końcu Polski szeroko pojętej i niczym nieskrępowanej integracji. Ale cóż. Znajdźmy i u nas plusy dodatnie:
W sobotę Jacula załatwił wszystkie formalności odstawił rower do strefy zmian ( to takie miejsce gdzie wszystko się zaczyna lub kończy). W niedziele rano w strefie wrzało jak w ulu zawodnicy dopieszczali swoje rowery, w powietrzu czuć było emocje i nadmiar adrenaliny:

Jacula po raz pierwszy na nowym rowerze, który dostał niedawno. Pierwszy start z tzw. dyskiem czasowym z tyłu (kołem z karbonu, bez szprych). Sprzęt naprawdę kosmiczny. Napiszę tylko, że samo tylko tylne koło w tym rowerze kosztuje 9 tys. zł (przednie pół z tego), a cały rower wart jest więcej niż bardzo porządne auto:

Po godzinie ósmej dojechali kibice : Żoncia, Zuzia, dziadek, szwagier i kuzyn. Ze szwagra zrobiłem na chwilę szefa firmy (żeby mógł zaparkować w sensownym miejscu). Jacula poszedł się rozgrzewać, a ja objaśniałem wszystkim co i jak. Tuż przed dziewiątą zeszliśmy nad jezioro. Na start. Emocje, emocje , emocje…. Moja broda bardzo to odczuła – została wyskubana i przerzedzona… Jacula w bojowym nastroju:

skupiony i skoncentrowany:

Punktualnie o dziewiątej wystrzał z armaty dał sygnał do startu:

i chłopaki ruszyli – w pierwszej fali zawodnicy Pro – walczący o tytuł Mistrza Polski:

potem, w sześciu kolejnych falach – w odstępach kilkunastominutowych pozostali zawodnicy (łącznie zawody ukończyło 750 osób):

po pływaniu Jacula wychodzi z wody na jedenastej pozycji ze stratą 1 min 25 sekund do prowadzącego -jest OK. Triathlon to dyscyplina łącząca w sobie trzy inne – wiemy, że domeną Jaculi jest bieg – więc spokojnie. Dobieg do strefy zmian – trzeba ściągnąć piankę pływacką, i ruszyć na rower zakładając buty. Tu przesunięcie o jedną pozycję do przodu.
Na rowerze widzimy, że Jacula trzyma się czołówki – jest na pozycji 6 – 7. Lunął deszcz – martwimy się, bo na deszczu wszystko może się zdarzyć a prędkości są wielkie. Na szczęście na drugiej petli deszcz ustaje. Wielu zawodników zdążyło się jednak poturbować (zwłaszcza na pasach dla pieszych, które gdy są mokre robią się śliskie). Widzimy , że niektórzy mają obtarcia, kilku wypadło z gry. Trudno się połapać co i jak, bo zawodników jest dużo, a amatorzy są dublowani. Wiemy jednak że dobrze idzie – jeden odjechał, reszta jedzie w grupie . Zawodnicy muszą jechać w odstępach 10 m od siebie. Dopiero przy dobiegu do strefy zmian okazuje się , że kilku zawodników „odjechało” na ostatniej dwudziestokilometrowej pętli, na której nasz zawodnik miał mały kryzys:

po odstawieniu roweru i rozpoczęciu biegu Jacula jest na siódmej pozycji. Do czołowego zawodnika jest 6 minut i 17 sekund straty – więc trzeba uznać, że zwyciestwo jest poza zasięgiem. Cała reszta jest w zasięgu dwóch minut – więc stratę można odrobić. Niestety nie mam zdjęć biegowych, bo skupiłem się na podawaniu Jaculi danych z trasy – przy okazji tracąc głos (do dziś mam lekką chrypę).
Na ostatniej – czwartej pętli biegowej (5 km do końca) Jacula jest na piątej pozycji, ma 50 sekund straty do czwartego, ok 1,5 min do trzeciego. Podaję informacje i udaję się na metę czekając ok 20 min.- wszystko się może zdarzyć.
Przybiega pierwszy, drugi , trzeci…znani zawodnicy, z duży stażem… kto będzie czwarty? JEST! Jacula! Euforia – drę się na całe gardło. Okazuje się, że walka rozegrała się na ostatnich 500 metarach – na podbiegu do finiszu. Jacula kończy zawody z przewagą 14 sekund nad kolejnym zawodnikiem. Totalnie wyczerpany, ale szczęśliwy:

medalu nie ma, ale wynik i tak jest sensacją w światku triathlonowym , gdzie wszyscy się dobrze znają. Wynik Jaculi (4 godz 2 min 42 sek) jest dziś osiągalny dla zawodników w Polsce , których można policzyć na palcach jednej ręki. Dwa lata temu dałby mistrzostwo Polski 🙂 . Poza tym dwudziestolatek „zgrzał” tylu znanych i doświadczonych zawodników! Jakąż satysfakcję daje widok tych wszystkich znanych i cenionych „najlepszych” na kolejnych pozycjach!
W światku triathlonowym duże zaskoczenie i chyba sensacja? ( na podium stanęli: 31 latek, 24 latek i 24 latek) Zobaczymy co będzie dalej, ale dzieje się dobrze ! 🙂 :

fot 4,5,6,11 Magda Warzybok za : facebook
dla chętnych tutaj wyniki zawodów,
a tutaj triathlonowy fanpage Jaculi, do polubienia którego zachęcam facebookowiczów 🙂
O matko… tak to opisaleś jakbym słuchała relacji na żywo w wykonaniu Zimocha 🙂 A na koniec z emocji łza pociekła 😉 Brawo Brawo BRAWO!!!! Dla Jaculi 🙂
PolubieniePolubienie
Agpelo -dzięki – coraz bardziej się wprawiam w relacjach sportowych … mus jest taki 😉
PolubieniePolubienie
Przeczytałam o 76 basenach i Be. musiał mnie cucić wachlując ogonem. Ale doczytałam do końca, co w mojej kategorii wiekowej i przy tych temperaturach jest, wierz mi, nie lada osiągnięciem. Gratulacje dla Jaculi; cieszcie się & radujcie!
PolubieniePolubienie
po dziesięciu basenach uważam, że zrobiłem wyczyn 😉 76 to dla mnie kosmos… a oni to zrobili – w 25 minut… 😉
cieszymy się i radujemy – a jakże ! 😀
PolubieniePolubienie
90 km? Mnie 9 się nie chce dzisiaj…
PolubieniePolubienie
ja mam 3 km do roboty – i rano jeszcze jak cię mogę (jest cały czas z górki) ale te powroty… 😉
PolubieniePolubienie
a tak, tak, taaak, górki są męczliwe (ale to chyba dlatego, bo praca tam występuję) 😉
PolubieniePolubienie
Gratulacje dla Jaculi obejrzałam całą relację.Super.Dziadek napewno się cieszy.POZDRAWIAM
PolubieniePolubienie
Dziadek był piramidalnie usatysfakcjonowany i miał cały czas uśmiech na twarzy – co nas również bardzo cieszyło, zważając na ostatnie trudne historie…
PolubieniePolubienie
RODZINKA Z NYSY POZDRAWIAMY I GRATULUJEMY
PolubieniePolubienie
Dziękujemy i serdecznie pozdrawiamy Rodzinkę z Nysy! 🙂
PolubieniePolubienie
Ale mi adrenalina wzrosła!!! A przecież mam gdzieś sport! 🙂
Blogerzy poddawali sie tradycyjnemu rozpasaniu!!! 😀
PolubieniePolubienie
a co dopiero było na miejscu! darłem się jak durny 😉
co do spotkania niezmiennie żałuję swojej nieobecności – ale Boże Ciało jest świętem przechodnim i za rok miejmy nadzieję terminy się nie pokryją 😀
PolubieniePolubienie
Serdeczne gratulacje.:)
Ja też się integrowałam.:)
Oj Dreptaku, czemu od razu rozpasanie? Rozrywka nawet intelektualna była…:))) I rozmowy poważne czcigodnego grona…:))) I ta kardamonówka…:)))
PolubieniePolubienie
dziękujemy! Cieszę się Grażyno, że dołączyłaś do grona Watrowiczan 😀
PolubieniePolubienie
podziwiam i gratuluję, dla mnie to jakiś kosmos, człowiek da radę dobrowolnie zrobić coś takiego?
PolubieniePolubienie
Klarko, ja często takie pytanie zadaję – bo to trzeba jeszcze spojrzeć na treningi… że codziennie o szóstej rano basen… a jeszcze bieganie, a jeszcze rower – ciężki kawałek chleba -ale sam chciał i ma chyba satysfakcję? – nie on jeden zresztą. 🙂
PolubieniePolubienie
SZACUN, SZACUN, SZACUN!
PolubieniePolubienie
🙂 🙂 🙂
PolubieniePolubienie
Winszując synowskiego sukcesu, muszę jednak stwierdzić, że u mnie dominującym uczuciem jest jednak żal, żeśmy się spotkać nie mięli sposobności…:(
Kłaniam nisko:)
PolubieniePolubienie
Wachmistrzu – młodzi jesteśmy – życie przed nami i jeszcze niejedno spotkanie ! 🙂
PolubieniePolubienie
Ech! Gratuluję Jaculi takiego wyniku! I takiego dopingu!!!
PolubieniePolubienie
dzięki Tetryku 🙂
PolubieniePolubienie
Gratuluję Jaculi!!! Szkoda że nas tam nie było, trzeba będzie następne Watrowisko zrobić gdzieś w pobliżu i odwalimy gigantyczny doping!!!
PolubieniePolubienie
dzięki Starsza -taki pomysl to ja rozumiem! w moim przypadku wilk byłby syty i owca cała – warunek jakiś dobry triathlon na wschodzie albo na południu musiałby się zazębić z Bożym CIałem 😀
PolubieniePolubienie
Tough.
Niewatpliwie tough.
🙂
Ciekawy pomysl z ta armata.
Po zawodnikach widac, ze sport wylacznie wytrzymalosciowy. Chociaz, panie, taki rower to sam jedzie. 😉
Niezle cacko.
PolubieniePolubienie
wytrzymałościowy jak cholera – oni nawet już nie mierzą kilometrów na godzinę , ale jakieś jednostki mocy… 🙂
a rower jedzie sam, trzeba mu tylko troszku na pedały nogami naciskać 😉
PolubieniePolubienie