no i jak tam?

u nas ok, było jak w życzeniach – wesoło , spokojnie, ciepło, rodzinnie. Wigilię spędziliśmy w tym roku „w sosie własnym” – bo mieliśmy taką potrzebę. Z resztą rodzinki spotkaliśmy się w dni świąteczne. Z rzeczy wartych odnotowania: poza tradycyjnymi potrawami podałem krewetki (!) które nawet miały wzięcie (!).

Jedyny smutny obrazek – wigilia w więzieniu. Tam nawet najweselsza kolęda smutno brzmi.

W niedzielę po raz pierwszy w życiu poszedłem pobiegać z Jaculą. Dobry synek biegł tak, żeby tatusiowi się wydawało, że dotrzymuje mu kroku. Zrobiliśmy trailowo 7, 5 km po wertepach. Ja sapałem jak parowóz, Jacula spalił jedynie 300 kalorii (ma takie urządzenie, które mu wszystko pokazuje) – znaczy, że dla niego to był spacerek. Wróciliśmy bardzo zadowoleni.

dostałem kilka ciekawych rzeczy – dla ciała i dla ducha. Z niektórych dopiero zrobię użytek, z niektórych już zrobiłem… Rozstrzał duży – od „Tutaj” Szymborskiej przez buty sportowe po czeskie piwo… 😀

W kolegiacie zrobili żywą szopkę – wstawli osiołka, cielątko, królika i owieczkę. Ale franciszkanie 30 km dalej bardziej się postarali i mają dwa żywe wielbłądy… Zuzia ciągnie -trzeba będzie jechać ! 🙂

a w najbliższych dniach muszę koniecznie zrobić coś dziwnego, bo mi tradycja bokiem wychodzi ….

fotka z komórki, więc jakość kiepska ale nastrój oddaje – więc odsłaniamy się nieco i uśmiechamy – z poświątecznymi pozdrowieniami:

święta były spokojne , zdrowe i w miarę wesołe… czyli można powiedzieć , że życzenia się spełniły….

najbardziej zapadnie nam w pamięć spotkanie z braćmi żony i ich rodzinami pod Wrocławiem … z dwóch względów: po pierwsze – niczym nie skrępowane kolędowanie, które trwało i trwało, i nikt nie chciał , żeby się skończyło, a towarzystwo wymyślało kolędy coraz mniej znane i coraz bardziej skomplikowane… wszyscy śpiewali ile sił w płucach Bozia dała – było w tym śpiewaniu coś bardzo szczególnego – co trudno opisać słowami…. po drugie: zaskoczeniem było to, że nam tak dobrze razem – i dzieciakom i dorosłym… zwłaszcza, że widzimy się rzadko.  Wracaliśmy ze zdartymi głosami , ja z bolącymi od gitary paluchami ale jacyś tacy spełnieni… jeśli istnieje coś takiego jak ‚radość spotkania’ to chyba jej właśnie doświadczyliśmy… (wiem, wiem – niektórzy nie lubią tego pojęcia: ‚doświadczyć’ , ale tu akurat nic innego nie przychodzi mi w tym momencie do głowy)

* * *

teraz czas rozjazdów:  Misiek pojechał na wschód -do dziewczyny do Łodzi, Kuba pojechał na zachód – do dziewczyny do Zielonej Góry , a Jacuś pojechał na południe – do dziewczyny do Tychów… Maćkowi będzie wypadało znaleźć sobie kiedyś dziewczynę gdzieś na północy, żeby się ładnie wszystko układało… 😉      a Zuzi będziemy pilnować na miejscu…

* * *

cytat na dziś – z Norwegian Wood Murakamiego:

„- Jedni potrafią się otworzyć, inni nie. Ty potrafisz. A ściśle mówiąc, potrafisz, jeśli zechcesz.

– A co się dzieje, kiedy człowiek się otworzy?

Reiko z rozbawieniem, nie wyjmując papierosa z ust splotła dłonie na stoliku.

– Poprawia mu się – powiedziała. Popiół z papierosa spadł na stół, ale nie zwróciła na to uwagi.”

 

* * *

poniżej mój ulubiony tegoroczny prezent  😉   :

Wesołych Świąt!

Jezus przyszedł na świat by zbudować most… miedzy niebem a ziemią,   miedzy Bogiem a człowiekiem…

a mam wrażenie, że nam ludziom wciąż  jakoś łatwiej przychodzi budować mury…

żebyśmy nie budowali murów tylko mosty

życzę wszystkim

na Święta i nie tylko…


Wszystkiego dobrego!!!       i dużo radości!   🙂

dudi


do życzeń dołączają się żoncia oraz Misiek, Kuba, Jacek, Maciek i Zuzia

 

* * *


 

* * *

na franciszkańskiej3 świąteczno- ojcowski felieton – zapraszam zainteresowanych! 🙂

niby

wszystko wcześniej było „połapane” , a człowiek gania od rana do wieczora – dziesiątki małych spraw do załatwienia …

chata pełna  …  choinka ubrana…  prezenty po cichu przychodzą…   Zuzia była aniołkiem na jasełkach… już nie miałem jak z nią iść to poszli Kuba z Jackiem … za jakiekolwiek gotowanie biorę się od jutra – roladę z karpia, makowiec staropolski… Wigilia u mojej siostry – będą moi rodzice i rodzeństwo z rodzinami – w sumie chyba 18 osób. Wcześniej czeka mnie jeszcze wigilia w więzieniu. Na jeden dzień jedziemy do szwagrostwa do Obornik, potem zaraz po świętach pewnie wybędziemy do friendów… i tak człowiek cały czas myśli o tym co będzie, zastanawia się nad tym co jest – czy wszystko przygotowane? co jeszcze trzeba?  zawozi, przewozi, podwozi, rozwozi (niech w końcu Kuba zda to prawo jazy!) dzwoni, rozmawia, kupuje, przynosi, czyści, sprząta, pisze, zmywa  i jest czemuś taki właśnie przedświątecznie rozedrgany…. mało tego – przedświatecznie rozedragane wydają się być wszystkie dzieci, a nade wszystko żoncia….

ale może się uda że święta będą spokojne??   😉

poniżej „artystyczny” mms z Zuzią- aniołkiem   😉

*  *  *

a nasze świnki morskie Pumpek i Szczepcio okazały się wielkimi miłośniczkami choinki…. w ciszy i skupieniu wpatrywały jak zahipnotyzowane w migające światełka … :